W ciągu tych dwu tygodni poleniuchowałam... Dokończyłam wreszcie książkę "Wielki Mistrz", co było zakończeniem "Trylogii Czarnego Maga". Fantastyczna była naprawdę, ale na końcu miałam łzy w oczach, iż zginął mój ulubiony bohater :(
Ale wracają, pojechałam jeszcze do mojej najlepszej przyjaciółki na trzy dni. Byłyśmy na zakupach, a akurat były świetne promocje :D Dwie sukienki w taki prosty krój, na ramiączkach, jedna w papryczki chilli, druga w ananasy... kocham je, bo nie są takie zwykłe, tylko trochę bardziej oryginalne :D Obie z Tally Weijl po 20zł. Z tego samego sklepu mała czarna torebka za 30zł. Z Bershki zwykła czarna spódniczka za 30zł. Oraz jeszcze piękne wzorzyste espadryle z TK Maxxu za 55zł. Niestety nie udało mi się znaleźć prawie żadnego zdjęcia tych ubrać, tylko spódniczki. Ale to nieważne. W każdym razie wydałam prawie całe swoje pieniądze... ach. Wieczorem oglądałyśmy "Mulan 2" :) Miał mnie tata odebrać po pracy, czyli gdzieś przed 18 by był na miejscu. Lecz nagle tego samego dnia dowiedziałam się że domownicy jadę na urodziny do rodziny. No i wyszło na to, że musiałam jechać z nimi - na szczęście jak już dojechaliśmy mój tata był tam na miejscu. Ale chodzi mi o to, że prawie zawsze jak do niej jadę spotykam się z jej rodziną. Strasznie mnie to denerwuje, mogłaby mi chociaż czasem mówić, że mają zamiar gdzieś jechać to bym po prostu nie przyjeżdżałam, bo jakoś nie mam ochoty odwiedzać jej babci na przykład. Gdyby to się zdarzało raz na jakiś czas, ale to jest zaskakująco często. Mam wrażenie już, że znam jej rodzinę bardziej niż swoją...
Aj dobra nieważne...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz