poniedziałek, 30 czerwca 2014

Wreszcie wakacje!!

Tak właściwie to chyba pierwszy dzień wakacji. W końcu.

Dzisiaj jadę do taty na dwa tygodnie oraz będę także u dwóch przyjaciółek. Odpocznę od tego wszystkiego tu, od ludzi, tego miasta i w spokoju posiedzę sobie na ogródku czytając książkę. Mam zamiar w wakacje przeczytać trochę książek, bo teraz w ciągu roku jakoś nie mogłam się do tego zabrać. Bardzo mało przeczytałam...myślę, że było by to maks 10 książek. Dlatego postanawiam sobie, że w wakacje przeczytam co najmniej 10. Haha mam dużo postanowień na wakacje, ale pewnie wyjdzie tak jak zawsze. Chciałabym też wziąć się za to rysownie, jak teraz będę mieć tyle czasu i w końcu przyszły mi moje ołówki :) No i jeszcze obejrzeć dużo filmów - które zawsze chciałam obejrzeć - w wolnym czasie. I jeszcze anime... haha dobra koniec. 

Wyjazdowych panów nie mam właściwie żadnych. Po powrocie od taty mama mnie od razu zabiera na spływ kajakowy. No i jeszcze mamy zamiar jechać gdzieś na tydzień nad jezioro. I tyle. W domu będę pewnie z miesiąc. Ale to nawet fajnie, bo i tak cały czas będę wychodzić gdzieś ze znajomymi lub na rower. 

Kurde, już się trochę dziwnie czuję z powodu, iż nie będę widzieć codziennie tych mord ze szkoły i nawet troszkę mi smutno. Ale i tak z moim najważniejszym będę się później widywać, więc chyba aż tak nie jest źle :) 

Ok, to by było na tyle, a na koniec jeden z hitów tamtejszych wakacji. Bez względu na to ile razy go jeszcze puszczą w radiu, na kanele muzycznym w tv, ja zawsze będę uwielbiać ten utwór. 


Jeszcze jedno :) 
Wielu pewnie nie rozumie tego teledysku i mówi, że nie ma on sensu, ale on ma sens i to wielki. Jest to nawiązanie do starej boliwijskiej legendy z początku XXw. 
„Opowiada ona historię głuchego chłopca, prześladowanego w rodzinnym domu, z którego ucieka, spotyka bezdomnego psa, towarzyszącego mu od tej pory. Po jakimś czasie chłopiec odkrywa, że potrafi leczyć ludzkie problemy i kłopoty za pomocą swojego krzyku, który można porównać do trzęsienia ziemi albo tornada. Pewnego dnia spotyka skamieniałego człowieka, któremu ożywia serce (w teledysku jest to moment gdy chłopiec kupuje serce od handlarza ulicznego ) i który przyłącza się do niego. Po pewnym czasie spotykają na swojej drodze oszpeconego, trędowatego mężczyznę, wykluczonego ze społeczności, który okazuje się być wieszczem. Wyjawia im, że został przeklęty przez demona El Tio, ponieważ nie chciał go czcić, demon rozporządza każdym śmiertelnikiem, który słyszy jego zaklęcia, więc tylko chłopiec byłby wolny od jego przekleństwa. Udaja się do siedziby El Tio w starej kopalni, chłopiec zostaje sam, aby przekrzyczeć demona i aby nie mógł już on więcej zaszkodzić ludziom.

Jeżeli wcześniej też tak uważałeś, to po przeczytaniu tego obejrzyj go jeszcze raz :)

wtorek, 24 czerwca 2014

Koncert Marsów!!

Przedwczoraj była najlepsza noc mojego życia <3
No może nie noc, ale wieczór czy coś tam...

Więc przedwczoraj w Rybniku odbył się koncert mojego drugiego ulubionego zespołu czyli 30 Seconds To Mars. A że to nie tak daleko ode mnie to musiałam pojechać :D Ale zacznę od początku ...

Pojechałam z mamą około 16 i jechałyśmy autostradą z 2,5h, byłybyśmy szybciej, ale były jakieś prace na drodze i czekałyśmy 30min w korku. Miałyśmy miejsce na płycie A... a swoją drogą nie rozumiem jak można wykupywać miejsca na trybunach, niby widać więcej bo wyżej i wgl, ale tam na pewno nie można się tak dobrze bawić jak na płycie :D Trafiłyśmy akurat na kilka minut przed wejściem na scenę Dawida Podsiadło, który grał jako support. Jakoś nigdy go za bardzo nie lubiłam, taki nudy mi się wydawał.... Ale jak go wczoraj zobaczyłam na scenie to wsdeghyjuhgtrfe. Taki był uroczy i jeju nie wiem jak to opisać *Q* Dawid skończył śpiewać o 20.30, a o 21 mali grać Marsi, ale pojawili się dopiero pół godziny później :( Ale warto było tyle stać na nogach :D Jeżu nie mam słów aby opisać jak cudownie było. Wypuszczane były ogromne balony, confetti z dwa razy i jeżu pewnie jeszcze coś ale już nie pamiętam. Nie będę opisywać tego wszystkiego, bo jak powiedziałam, nie ma na to słów. Jared brał na scenę dużo fanów... jeju jak ja im zazdroszczę. Mój ulubiony moment to był kiedy po piosence nagle Jared mówi takie coś : Dżaru... Dżaru... i nikt nie wie o co chodzi, a on później się nas pyta czy to tak wymawia sie jego imię po polsku, a wszyscy że nie i tam mówią że Jarek itp. A potem Jared: Whatever, you can call me KIEŁBASA. Ahahahaha to było świetne. Później jeszcze wszyscy kilka razy wiwatowali KIEŁ BA SA. Haha to było piękne. Jared dużo też mówił, że kocha Polskę i takie tam, że uwielbia pierogi i jadł je ze wszystkim już :D Ach... A co do samej muzyki, to jestem w stu procentach spełniona, bo zostało zagrane The Kill, End Of All Days i Up In The Air, czyli moje trzy ukochane <3
Naprawdę mogłabym jeszcze tyle pisać, ale nie chcę, bo to by zdecydowanie za długie wyszło, a i tak już zaczęłam za bardzo szczegółowo więc kończę :D
Ale podsumowując MÓJ PIERWSZY KONCERT W ŻYCIU UWAŻAM ZA JAK NAJBARDZIEJ UDANY I NA PEWNO NIE ZAPOMNĘ GO DO KOŃCA ŻYCIA!!!

Nie będę tu wstawić filmików, bo po pierwsze nie chcę mi się ich zgrywać, a po drugie straaaasznie słychać moje wycie :D Z yt nie będę wstawiać, jak ktoś chcę to niech sobie poszuka, już pewnie jest wiele nagrań :D
Ale za to macie mój ukochany utwór <3






sobota, 7 czerwca 2014

Praga

Trochę późno zabieram się do tego postu, ale co tam. Więc, tydzień temu byliśmy na wycieczce klasowej w Pradze. Pojechaliśmy na trzy dni. I było wspaniale.

Jakoś na początku nie miałam ochoty jechać do tej Pragi, sądziłam, że tam będzie nudo i będziemy tylko zwiedzać jakieś zabytki etc. A pojechałam, z takim nastawieniem, że będzie fajnie tylko dlatego, że jadę tam z moim przyjaciółkami i tyle... Pokój miałyśmy 4 osobowy - wcześniej były jakieś tam problemy i się nieźle wykłócałyśmy, ale to nieważne - lecz byłyśmy w nim w 5 :D Ale i tak najlepsze jest to że spałyśmy w 5 na takim jednym łóżku małżeńskim na którym miałyśmy spać w 3 :D Ale z pokojami to nieważne ...
Jeżeli chodzi o zwiedzanie, to przyjechaliśmy do Pragi o 11 o ile dobrze pamiętam, bo z Wrocławia wyjeżdżaliśmy o 6. Pozwiedzaliśmy tam to i tamto .... jeżu nie wiem co napisać żeby się zbytnio nie rozpisać :D Pogoda .... ach. Nie było za ciepło - ale to nawet dobrze - ale za to podało później. Ale to nawet nam nie popsuło dobrego humoru. Padało przez te dwa dni, jak zwiedzaliśmy Pragę, bo trzeciego to już wracaliśmy i zwiedzaliśmy jeszcze jakieś inne miasteczko w Czechach. Podróż w obie strony była jak zawsze świetna :D Siedziałyśmy na piątce na tyłach w autokarze, przed nami siedzieli też fajni ludzie z naszej klasy, więc było super :)

Zdjęć mam bardzo dużo, ale prawie wszystkie to ludzie, a tego nie chcę pokazywać :)